Myślę, że niejeden antropolog, historyk, czy socjolog nieźle się uśmiał słysząc te słowa. Definicja małżeństwa, tak samo jak poszczególne modele społeczeństwa zmieniały się przez wieki. Do XIX wieku małżeństwo było instutucją zawieraną nie pomiędzy młodymi ludźmi, a przez ich rodziców. Była to instytucja społeczno-ekonomiczna, która z miłością, czy dzisiejszym rozumieniem rodziny opartej na miłości nie miała wiele wspólnego.
Rodzina i małżeństwo zmienia się tak samo, jak zmienia się społeczeństwo. Dzisiejsza rodzina to tato+mama+dziecko (no maksymalnie dwoje) lub mama+partner mamy+dziecko mamy z poprzedniego małżeństwa+dziecko partnera z poprzedniego małżeństwa wychowalywane przez byłą żonę z jej obecnym partnerem lub mama+mama+dziecko z poprzedniego związku heteroseksualnego... Tych modeli jest tyle ile jest różnych sytuacji w życiu. Dziś już nikt nie mówi: "nieślubne dziecko", czy "bękart". Coraz więcej dzieci rodzi się w związkach nieformalnych. I nikogo to nie szokuje, nawet na podkarpackiej wsi, a co dopiero w Warszawie.
Jest jednak jedna instytucja odporna na zmiany, która ignoruje rzeczywistość. Która bez problemu wyklucza ze swoich szeregów coraz większą rzeszę wiernych. Instytucja która nie podejmuje dialogu i łatwo potępia. Ta instytucja to kościół katolicki (świadomie pisany mała literą).
Nie dziwią mnie słowa wypowiedziane przez kard. Nycza, abp. Głódzia, abp. Michalika, czy samego Josepha Ratzingera (Benedykta XVI). Kościół przegrywa tę wojnę. Papież odebrał zapowiedź prezydenta Francji, która zwana jest najstarszą córą kościoła, o zrównaniu w prawach małżeńskich par różno- i jednopłciowych, jako atak na kościół katolicki. (Nie)stety papież się spóźnił przynajmniej 5 lat (cała prezydentura Sarkozy'ego). Ponad 60 proc. Francuzów popiera takie zmiany. Także w kraju z którego pochodzi Papież wszystkie partie parlamentarne poza CDU, czyli SPD, FDP, Zieloni i Die Linke mają w swoich programach ten sam postulat, który właśnie realizują francuscy socjaliści z prezydentem Hollande'm na czele.
Wcale nie bawią mnie słowa przewodniczącego episkopatu Polski, abpa Józefa Michalika, który powiedział: "Myślę, że dzisiaj jest wyraźny atak na tradycyjny model rodziny, złożonej z jednego mężczyzny i z jednej kobiety, rodziny wielodzietnej. Obecnie w wielu kolorowych pismach i programach telewizyjnych wmawia się, że ideałem jest zdrada małżeńska, a głównym tematem przemoc wobec kobiet."
Przypomnijmy tydzień przed świętami minister Agnieszka Kozłowska-Rajewicz w imieniu polskiego rządu podpisała Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej. Od razu pojawiły się sugestie, że konwencja to promocja homoseksualizmu (sic!) i atak na tradycyjną rodzinę. W żadnym punkcie konwencji nie ma słowa o homoseksualizmie! A podobne sugestie pokazują, że mamy problem z rozróżnieniem płci biologicznej (sex) i płci społecznej (gender)! Konwencja wprowadza także bardzo ważny przepis. Wreszcie gwałt będzie ścigany z urzędu, a nie na wniosek ofiary! Statystyki są jednoznaczne. Przemoc domowa ma płeć: ponad 95 proc. ofiar przemocy domowej to kobiety!
Szokuje mnie, że instytucja która twierdzi, iż broni słabszych sprzeciwia się konwencji. Całkowicie tego nie rozumiem. Niech abp. Michalik wytłumaczy to maltretowanej kobiecie i jej dzieciom, bo ja tego pojąć nie mogę.
W styczniu mija 6 miesięcy, po których marszałkini Ewa Kopacz powinna ponownie poddać głosowaniu porządek obrad Sejmu zawierający pierwsze czytanie ustaw SLD i Ruchu Palikota o związkach partnerskich. Kościół zachęcony przez samego Papieża już w trakcie pasterki przystąpił do uderzenia wyprzedzającego.
Hierarchowie kościelni ignorują fakty. W katolickiej Hiszpanii, Portugalii i Belgii już są małżeństwa jednopłciowe. W katolickiej Brazylii już cztery stany wprowadziły małżeństwa różno- i jednopłciowe, a wszystkie stany je uznają. Sąsiednia katolicka Argentyna była dziesiątym krajem na świecie, który wprowadził małżeństwa także dla lesbijek i gejów.
Kościół pod przewodnictwem Josepha Ratzingera to kościół zamknięty i wykluczający. To kościół, który zatrzymał się gdzieś w połowie drogi po II Soborze Watykańskim. To kościół, który zagrożenia i wrogów widzi na zewnątrz, a nie w sobie.
W sumie jako ateistę nie powinno mnie to obchodzić. Ale jak mam ignorować instytucję, która ma wpływ na moich rodziców, znajomych, czy polski Sejm?
* Efekt złudzenia tłumu pasterkowego - autorem pojęcia jest dr Leszek Mellibruda
