Wracając do Polski. W czwartek 24 stycznia o 15:30 zasiadłem na galerii sejmowej z umiarkowanymi oczekiwaniami. Nie spodziewałem się wiele po garstce posłów i posłanek, którzy stawili się na debacie. Jednak to, co zobaczyłem i usłyszałem tego dnia zapamiętam na długie lata.
Pamiętam rządy PiS-u. Pamiętam tamtą retorykę i pomysły podobne do tych z Rosji. Jednak to co usłyszałem przez 5 godzin „debaty” wprawiło mnie i wiele obywatelek i obywateli tego kraju w osłupienie. Słowa prof. Pawłowicz nie były zaskoczeniem, ale poziom agresji, użyte inwektywy i pogarda przez nią zaprezentowana stanowi nową jakość. Nie będę przypominał wszystkich wystąpień przeciwników debaty sejmowej nad projektami ustaw, bo Internet jest pełen cytatów i memów.
Z tego popołudnia dwa wystąpienia, warto zapamiętać. Roberta Biedronia, jako posła sprawozdawcę, który merytorycznie, spokojnie, cytując m. in. laureata pokojowej Nagrody Nobla biskupa Desmonda Tutu tłumaczył potrzebę wprowadzenia rozwiązań prawnych dla par jedno- i różnopłciowych. Drugim jasnym punktem debaty było przerwane wystąpienie minister Agnieszki Kozłowskiej – Rajewicz, która poruszona wstydliwymi wypowiedziami posłów i posłanek Solidarnej Polski, PiS i swojej własnej partii próbowała przekonywać i argumentować za dalszą debatą nad projektami w komisji sejmowej.
Reszta to już historia. Dwa projekty SLD i Ruchu Palikota, w tym rekomendowany przez naszą Grupę Inicjatywną ds. Związków Partnerskich przepadają z kretesem, a projekt Artura Dunina grzebie 46. posłów i posłanek jego własnej partii.
I tu mógłby być koniec tej historii. Sejm w pierwszym czytaniu blokuje debatę. Jednak dzieje się coś, czego Krystyna Pawłowicz, Tadeusz Wrona, Marzena Wróbel, Artur Górski oraz Jarosław Gowin nie przewidzieli – wybucha ogólnopolska debata na temat związków partnerskich, homofobii i… transfobii.
Po 10 dniach mogę powiedzieć, że ta debata żyje już własnym życiem i z Sejmu przeniosła się na poziom Polski powiatowej. Heteroseksualni Polacy i Polki oburzeni poziomem pogardy wobec gejów i lesbijek wyrażają swoje poparcie w Internecie i prasie dla ustawy o związkach partnerskich, a część par różnopłciowych angażuje się w takie Facebookowe akcje, jak „Związki Partnerskie Nie Są Dla Nas Zagrożeniem”.
Co szczególnie mnie cieszy to fakt, że o związkach partnerskich media dyskutują w wielu aspektach: ekonomicznym, prawnym, równościowym, religijnym, demograficznym, kulturowym, czy historycznym. W debatę angażują się także różne środowiska akademickie i naukowe krytykujące lub popierające działalność prof. Pawłowicz.
W tle tej całej historii pojawia się nominacja Anny Grodzkiej na wicemarszałkinię Sejmu. Jej kandydatura nie bez powodu pojawia się w środku gorącej dyskusji o związkach partnerskich. Głosowanie nad jej kandydaturą będzie poważnym testem dla Platformy Obywatelskiej. Jeśli w PO znowu wygra skrzydło konserwatywne, to już żadne zaklęcia PR-owe i słowa premiera Donalda Tuska nie odmienią wizerunku tej partii, jako konserwatywnej oraz zamkniętej na zmiany społeczne.
Na koniec jeszcze raz zwrócę się do prof. Pawłowicz: „Pani Poseł, nie zatrzyma Pani Wisły kijem. Może Pani obrażać i poniżać znaczną grupę obywateli i obywatelek tego kraju, ale proszę pamiętać, że już 16. z 27. krajów Unii Europejskiej ma w swoim prawie instytucje związków partnerskich lub małżeństw jednopłciowych. Lada moment małżeństwa jednopłciowe będą we Francji i Wielkiej Brytanii. Polacy to jeden z najbardziej mobilnych narodów w Europie. Stąd tylko krok do wprowadzenia w Polsce rozwiązań prawnych sprawdzonych w innych krajach europejskich, z czego jako prawnik powinna Pani Poseł zdawać sobie sprawę.”
P.S. Odpowiedzią na homofobię i transfobię nie jest seksizm, czy rasizm. Nie obchodzi mnie, czy przeciwniczka związków partnerskich jest bezdzietną panną. Nie ma znaczenia także kolor skóry posła, który nie popiera związków partnerskich. Stop agresji! Nie dajmy się ponieść emocjom. Rozmawiajmy!
