Czy pensje europosłów to dobrze wydane pieniądze? To zależy tylko od wyborcy!

Według badania zamówionego przez SLD, do którego dotarła Rzeczpospolita 24 proc. respondentów uważa, że politykom, którzy chcą pracować w Brukseli, chodzi tylko o pieniądze. Myślę, że respondenci i tak są optymistami. Skoro nie ma praktycznie w tej kampanii dyskusji na programy europejskie, czy o wizje Unii Europejskiej, to powstaje wrażenie że jedyny powód obecności w PE to kasa. Dlatego rozmawiajmy o programach i walczmy o frekwencję.

NaTemat.pl w tym tygodniu pyta swoich blogerów, którzy kandydują do Parlamentu Europejskiego, co sądzą o zarobkach europosłów. Szczerzę mówiąc nic nie sądzę, bo dokładnie nie wiem ile zarabia europoseł. Domyślam się, że nikt w Parlamencie Europejskim nie głoduje. To nie politycy krajowi, ale sam Parlament decyduje o zarobkach osób w nim zasiadających, a pamiętajmy, że pomiędzy zarobkami w Luksemburgu, a Bułgarii jest przepaść. Polski poseł w Sejmie zarabia około 2500 euro. Wynajęcie mieszkania w Brukseli kosztuje ok. 1000 euro, do tego koszty życia w Strasburgu i Brukseli są znacznie wyższe, niż w Polsce. Stąd zapewne dysproporcja w zarobkach europosłów i europosłanek, a zarobkami w Polsce.

Według mnie najważniejsze pytanie brzmi: Czy te pieniądze są dobrze wydawane? Czy nasi reprezentanci dbają o interesy Polski, czy działają na rzecz wzmocnienia naszej pozycji w UE, czy są aktywni. Niestety wielu polityków widywanych jest częściej w studiach TVN i TVP w Warszawie, niż w budynkach unijnych w Brukseli. Traktują oni Parlament Europejski, jako przedłużenie polskiej polityki lokalnej. Zawsze gdy widzę Jacka Kurskiego w TV zastanawiam się, kiedy on w ogóle ma czas na podróże do Brukseli?

Znam dobrze Brukselę. Zarówno miasto, jak i instytucje unijne. Przez 4 lata byłem członkiem zarządu europejskiej federacji organizacji LGBT – ILGA-Europe. Co kilka tygodni kursowałem regularnie między Warszawą, a Brukselą, często spotykając polskich europosłów i europosłanki na lotniskach. Uwierzcie, że te podróże nie mają nic wspólnego z wakacjami. To po prostu część pracy.

Wrócę jeszcze do badania, o którym napisała Rzeczpospolita. Tylko 19 proc. z nas dekaruje, że 25 maja pójdzie głosować! To znaczy, że tylko dwóch wyborców na dziesięć podejmie świadomą decyzję. Pozostałe osiem osób na własne życzenie pozbawi się prawa decydowania. I to (o ironio!) dokładnie 25 lat po przywróceniu w Polsce demokracji i 10 lat po wstąpieniu Polski do UE.

Jeśli wkurza was, że politycy w Brukseli tyle zarabiają, to choć sami decydujcie kto was będzie tam reprezentował. Głosujcie na ludzi kompetentnych, znających mechanizmy funkcjonowania UE, a co bardzo ważne, osób które poruszają w swojej kampanii sprawy europejskie, a nie tylko lokalne.

Chciałbym Unii solidarnej, Unii mówiącej w sprawach zagranicznych jednym głosem, Unii w której instytucje takie, jak Komisja Europejska i Rada Unii Europejskiej są bardziej demokratyczne. 21 proc. respondentów w badaniu SLD uważa, że europosłowie niewiele mogą zdziałać. A ja mówię, że 80 proc. prawa obowiązującego w Polsce zależy właśnie od UE i aby to prawo było lepsze kandyduję do PE.
Trwa ładowanie komentarzy...